• Wpisów:1427
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:20 dni temu
  • Licznik odwiedzin:61 789 / 1932 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Biorę głęboki oddech.
Rzucam się wprost w dół i szukam mojej energii do życia, może porządny wyrzut adrenaliny nada rozpęd tej nieskładnej polepionej z kawałków duszy...

Marzenia odstawiam na bok, biorę życie za rogi i staram się stworzyć nową lepszą wersję siebie.

Czas start. Tworzymy lepsze jutro.

 

 
...a później dziwimy się, że nie mamy prawdziwych przyjaciół a ludzie wkoło są zakłamani i nieszczerzy. Nauczyliśmy się funkcjonować w naszych wirtualnych życiach składających się ze zdjęć na snapie, fejsie, insta i w innych social mediach. Zamiast dotykać dłoni - dajemy lajki, zamiast głaskać po policzku - dajemy serduszka, zamiast całować piszemy komentarze typu "Kocham!".

Weź ważne osoby na pizzę lub kręgle i spróbuj przyjrzeć się tej paskudnej tendecji - mało prawdziwej rozmowy, śmiechu, dotyku, spojrzeń a tylko ciągłe gapienie w plastikowe pudełeczko srajfona albo szajsunga w celu: a to zrobienie zdjęcia żeby wstawić na fejsa czy innego wirtualnego kreatora super życia, a to nagrania filmiku lub zrobienia snapa żeby inni znajomi wiedzieli, że nie siedzimy w domu, a nasze życie jest niesamowicie ciekawe.

Zamiast korzystać z danego nam na spotkanie czasu tracimy go na przeglądanie internetu lub robienie innych durnych rzeczy w telefonie. Pozwalamy aby ten nieodwracalnie prący naprzód czas spierdolił nam między palcami zamiast wykorzystać go na 100% i stworzyć w głowie niesamowite wspomnienia chwil spędzonych z przyjaciółmi, które zostaną z nami i stworzą prawdziwą międzyludzką relację.

To co pomyślą o naszym Story na Snapie nasi znajomi nie ma najmniejszego znaczenia dla naszego i ich życia, a to czy porozmawiamy z którymś z naszych znajomych w realu może mieć ogromne znaczenie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Życie już nie będzie takie jakby mogło być...
 

 
'I want you forever
Even when we're not together...'

 

 
Jedyna ekstremalna rzecz jakiej Ci trzeba aby przejść metamorfozę to siła woli. Zaciskasz zęby, stawiasz cel - do stracenia 8 kilogramów.. I ruszasz od nowa w drogę, którą już raz przeżyłaś. Dieta, ćwiczenia, pozytywne myślenie i dużo dobrej muzyki. Zaciśnij pięści - przecież zawsze dajesz radę.
 

 

VII

Chłodna pościel pachnąca cytryną i miętą przyjęła zmęczone ciało miękko otulając je i unosząc myśli w świat sennych marzeń. Pokój rozświetlony promieniami porannego słońca mienił się zielonymi i pomarańczowymi iskierkami przebijającymi się ze szpary w nie zaciągniętych żaluzjach. Miała przed sobą około 4 godzin snu by zebrać siły na dzisiejsze spotkanie. Zanim się położyła zdjęła z półki czarne bardzo eleganckie szpilki i wyciągnęła z szafy kremowo-czarną sukienkę, torebka pod kolor szpilek znalazła swoje miejsce na fotelu przy sukience a biżuteria i dobór marynarki zostały do nadrobienia rano. Poranek był piękny i słoneczny, wśród snów przepływały wspomnienia sprzed kilku lat, imprezy, rozmowy po nocach, studia, przyjaźnie. Ten dzień miał być niczym aura przed huraganem.

* * *

O 8.30 dopijał kawę siedząc na zimnym blacie w kuchni. Miał przekrwione oczy i drżały mu ręce, na 10 miał umówione spotkanie z radą wydziału uniwersytetu, spodziewał się oferty pracy. Wyprasowana koszula i ciemny garnitur wisiały na wieszaku w łazience, wypastowane buty i najlepszy skórzany pasek czekały przy drzwiach. Flakonik perfum rozsiewał po sypialni szaro białe plamki od przesączającego się przez niego słonecznego światła. Szybki prysznic, gorąca woda podniosła itak już podniesione ze zmęczenia tętno. Spływające po ciele kropelki wody przyniosły na myśl dotyk opuszków jej palców przesuwających się po jego plecach gdy leżeli w jego łóżku rano po jednej z imprez i rozmawiali o życiu i planach jakie każde z nich miało na przyszłość.

O 9.30 szedł chodnikiem w stronę uniwersytetu rozmyślając nad wieczornym spotkaniem, kilka kliknięć w ekran telefonu i bilety do kina na 21.30 zostały zarezerwowane, a może jednak dalej lubi chodzić do kina...

* * *

Obudziła ją wibracja telefonu. Szybkie spojrzenie na zegarek, dopiero 9.50 więc to jeszcze nie budzik - odblokowanie ekranu dało szybką pobudkę. "Polubiłem chodzić do kina i łudzę się, że Ty dalej lubisz. Może wieczorem pójdziemy? " W pół obudzona szybko wklikała "Trzy lata w kinie nie byłam, ale dalej uwielbiam" i wysłała. Ma jeszcze 8 minut do wstania z łóżka więc szybko odłożyła telefon i zanurzyła się z półuśmiechem w miękką pościel. Materiał czarnych fig i topu kontrastował z jasną skórą. Wyglądała dziewczęco i niewinnie, dopiero godzinę później po ciepłej kąpieli, ubrana w kremowy komplet koronkowej bielizny siedząca przed wielkim lustrem zaczęła przypominać tego kim naprawdę jest - dorosłą, odważną, pewną siebie i stanowczą kobietę kontrolującą rozwój swojego biznesu. Przygotowana w pośpiechu sałatka smakowała niczym wykwintne danie, żołądek skurczony do granic możliwości z radością przyjmował kęsy świeżej zieleniny przegryzane bułką i popijane świeżo zaparzoną kawą. Myta w pośpiechu filiżanka trzasnęła o dno zlewu wypadając z trzęsących się dłoni. Była zdekoncentrowana, jej myśli fruwały wokół wspomnień jego bladoniebieskich oczu i jasnej skóry. Przecież dzisiaj miała ważne spotkanie, to nie jest czas na myślenie o pierdołach i zastanawianie się czy będą potrafili ze sobą jeszcze rozmawiać. Musiała się skupić na pracy, dziś miało być idealnie i bez żadnych kompromisów - kilkanaście pompek, kilkadziesiąt brzuszków i seria przysiadów doprowadziły do ładu rozbiegane myśli, od dawna wiedziała, że nic bardziej jej nie pomagało niż dawka wysiłku fizycznego. Zabrała się za suszenie włosów i układanie fryzury, była dopiero 12 a spotkanie ma na 14, Holendrzy mieli zostać odebrani przez ich taksówkarza o 13.20 z lotniska, ale skoro już jest właściwe gotowa sama mogłaby po nich podjechać skoro ma już lotnisko po drodze. Telefon do Mariusza czyli ich taksówkarza jeżdżącego swoją drogą furą po zagranicznych gości na lotnisko wniósł uśmiech na jej usta, jak zawsze zabawny i arogancki starszy pan poczuł się zawiedziony, że ona chce mu odebrać możliwość na uzyskanie dobrego napiwku. Kilka zdań pełnych żalu przekonało ją by odpuścić sobie trud odbierania zagraniczników z lotniska i jednak zostawić to w rękach Mariusza, który swoją otwartością, doskonałą angielszczyzną i cudowną gadaniną podczas jazdy potrafił w Warszawie i jej mieszkankach rozkochać nie jedno męskie serce. Swój pozytywny wpływ na takie spotkania miała też zawsze butelka drogiej whisky, którą zawsze miał w samochodzie na wypadek przewożenia jakichś "grubych ryb".

Ostatnie pociągnięcie matowej ciemno czerwonej szminki po ustach, perfumy, szpilki, marynarka w dłoń i jest gotowa do wyjścia. Ostatnie spojrzenie w lustro przy drzwiach upewnia ją co do idealności kreacji a także tego, że znów straciła kilogram lub dwa, ciężki tydzień zawsze musiał zrobić spustoszenie w wadze.
 

 
"Jesteśmy zbyt łatwopalni na ten świat, zbyt łatwopalni,
a ja się czuję zbyt nietykalny, znów nietykalny,
i może to mnie kiedyś zgubi,
ale nikt nie pada martwy w życiu po raz drugi..." Planet ANM
 

 

VI

Chcąc osłonić się od zimnych podmuchów wsiadła do samochodu nim zdążyła dopalić papierosa chociażby do połowy, niedopałek zgasiła butem pod drzwiami auta i zanurzyła się we wnętrzu pachnącym cytrynami, eukaliptusem i drzewem sandałowym. Uwielbiała ten zapach i zawsze kojarzył jej się z wolnością, którą czuła tylko siedząc za kółkiem swojej czarnej bestii. Kilka głębszych wdechów, odpalenie silnika, ustawienie piosenki na odtwarzaczu, wsteczny, łuk do tyłu. Jedynka, półsprzęgło i gaz w podłogę. Saab zerwał się niczym torpeda mknąc wśród szeregu zaparkowanych tirów, zwolnił dopiero przed zakrętem prowadzącym do ślimaka kilka łuków pod górkę i znów mknął na Warszawę. Kobieta siedząca za kierownicą poza 320 konnym zaprzęgiem kucy pod stopą miała też zdecydowaną dłoń do kierownicy i mnóstwo sprzecznych emocji w sobie. Dopiero przekraczając 210 km/h zorientowała się, że przestała kontrolować nacisk stopy na pedał gazu, delikatnie zwalniając zajęła prawy pas, załączyła tempomat na 180 km/h i swobodnie kontrolowała tor jazdy przełączając drugą ręką piosenki na odtwarzaczu. Żadna piosenka nie była adekwatna do jej nastroju, dopiero na piosence Lemon - Nice przystanęła i wygodnie rozparła się na fotelu kierowcy. Wybiła 4:10, widnokrąg oblewał się jasną łuną wschodzącego słońca, nad polami wzlatywały przed chwilą przebudzone ptaki. Strachy na wróble powiewały brezentowymi fatałaszkami, a niebo pokrywało się odcieniami żółci, różu, pomarańczu i złota.
Zapowiadał się przepiękny, słoneczny dzień. Po głowie biegały jej myśli odnośnie spotkania i kompletu stroju, który musi dobrać odpowiednio ponieważ to jedno z najważniejszych spotkań w tym kwartale i ma wyjść z niego z podpisanym kontraktem na czteroletnią współpracę. Holendrzy nie znoszą rocznych kontraktów, muszą mieć wieloletnią pewność, że nie zostaną na lodzie. Więc właśnie takie poczucie dostaną - papiery na czteroletni kontrakt i w przyszłości może nawet dziesięcioletnią współpracę leżą w aktówce pod krzesłem w jej mieszkaniu, sukienka, która mogłaby się nadać na to spotkanie prawdopodobnie wisi w szafie po lewej od drzwi do sypialni, szpilki stoją na trzeciej półce od dołu a torebka na wieszaku w salonie. Wszystko dopięte na ostatni guzik. W lodówce leżą półprodukty na sałatkę kupione wczoraj rano przez Amandę, która pytała czy po drodze do pracy coś kupić. Amanda była bardzo dobrą koleżanką, ale też wspaniałą gosposią, dzięki jej kontaktom w świecie biznesu dostała świetnie płatną pracę w najdroższym hotelu w Warszawie. Była wtedy 24 letnią matką samotnie wychowującą kilkunasto miesięczną córeczkę, miała pozostałości po ciąży w postaci cellulitu, ogromnych bioder i obwisłych piersi, po kilku miesiącach pracy w hotelu zrobiła kilka kursów hotelarskich i została kierownikiem zmiany hotelowej co za tym idzie podwyżkę i motywację do dalszego życia oraz perspektywy na przyszłość. Pozbyła się zbędnych kilogramów, nauczyła uśmiechać nawet gdy życie rzucało jej kłody pod nogi i przefarbowała swoje mysio-szaro-nijakie włosy na przepiękny kasztanowy kolor. A teraz poza pracą w hotelu wpada czasem do jej mieszkania, które dzięki niej pomimo nieregularnego sprzątania przez właścicielkę wygląda bajecznie i sprawia aurę ciepłego, otwartego i pełnego ludzi miejsca. Amanda zmienia ułożenie kwiatów, wietrzy pościel i robi zakupy, gdy wie, że przyjedzie do stolicy. Poza tym rozstawia w mieszkaniu flakoniki z ulubionym olejkami eterycznymi cedru, cytryny, mięty i pomarańczy. Po jej wizycie wiszą nowe, świeżo przyniesione z hotelowej pralni dwa białe szlafroki, na wypadek gdyby wydarzyło się coś niespodziewanego i w mieszkaniu znalazłby się jakiś gość, który miałby w planach się wykąpać i zostać na noc, oraz kremowe ręczniki z chłonnego materiału pachnące czystością i świeżością. Na stole w salonie pojawia się czysta haftowana serweta z ozdobnymi brzegami, w lodówce kilka produktów do jedzenia zapakowanych hermetycznie a na blacie w kuchni karteczka "Wyśpij się i zadzwoń po spotkaniu". Parkując na nowoczesnym osiedlu na obrzeżach Warszawy machnęła ręką do przysypiającego w budce ochroniarza. Paweł z uśmiechem na ustach odmachał i otworzył bramę. Było już jasno, prawie wpół do szóstej, kolana strzeliły przy wysiadaniu z samochodu. Ptaki ćwierkały a niebo przeszywały ostre promienie słońca. Wysiadając z samochodu zgarnęła szpilki i kurtkę, wzięła laptopa i torebkę oraz telefon z uchwytu na szybie. Odpinając ładowarkę od telefonu i chowając ją do schowka zauważyła błyszczący przedmiot przy siedzeniu pasażera. To spinka od koszuli Andreu, którą zgubił gdy odwoziła go ostatnio na bilarda, martwił się wtedy, że zgubił prezent od ojca. Wstukała szybko smsa w ekran telefonu i skierowała się do klatki czteropiętrowego bloku. Wchodząc do windy usłyszała kroki na schodach i szuranie psich pazurów, machnęła ręką, zamykające się drzwi od windy cofnęły się a ona wyszła spowrotem na klatkę schodową. Gwizdnęła przeciągle a skrobanie pazurów gwałtownie przyspieszyło, po czym usłyszała skamlenie i zobaczyła ogromnego rozpędzonego goldena retrievera zeskakującego ze chodów wprost pod jej nogi. Ogon poruszał się w takt najszybszej możliwej piosenki manifestując szczęście Bruna, z góry dobiegł głos sąsiada nawołującego psa do siebie. Ale Bruno nie mógł się oderwać od swojej najukochańszej towarzyszki długich spacerów i dzikich zabaw na osiedlowych trawnikach. Tulił się do jej nóg niczym dziecko do matczynej spódnicy. Chwila pieszczot z psiakiem, przywitanie z sąsiadem, który często użyczał jej psa na długie spacery i zabierał ją na wyjazdy do lasu i już jechała windą na trzecie piętro do swojego apartamentu.

* * *
Była 6, leżał w jasno pomarańczowej pościeli i przez całą noc nie zmrużył oka. Słyszał w głowie jej głos i opracowywał plan na spotkanie gdyby jednak się zgodziła. Nie wiedział jeszcze, że spotkanie będzie bardziej zaskakujące niż mógłby się tego spodziewać.
 

 

V

Toaleta zadbana i pachnąca jak zwykle na stacjach, które wykorzystują głównie kierowcy tirów zagranicznych i kierowcy często jeżdżący do Warszawy lub w dalsze trasy. Chwilowa osłona od zimnego wiatru, szybkie załatwienie potrzeby, spojrzenie w lustro i kłusem do samochodu po telefon, kurtkę i portfel. "Kawa czy spanie?" - chwila zastanowienia nad tym co wybrać, zerknięcie na zegarek czyli wyświetlane na nim informacje o stanie zmęczenia organizmu, godzinach bez snu, tętnie i napięciu mięśniowym a także na trasę wyświetlaną przez smartwatch'a utwierdziło ją - półgodzinna drzemka jest wskazana. Biała dioda LED jej telefonu mrugała regularnie informując o nieodczytanej wiadomości SMS. Dwuklik wybudzający ekran, szybkie odpisanie na smsa od Andreu, który zawsze pisał przypominającego smsa gdy wiedział, że ma ważne spotkanie - "Jesteś najlepsza, nie daj się, masz ich w garści!" na które standardowo odpowiadała "Ja ich mam w garści a oni mnie po spotkaniu w głowie." Zdawała sobie sprawę jakie wrażenie wywierała na większości partnerów, wspólników i nowo poznanych ludzi. Nie była narcystyczna ale znała swoje mocne strony i nie bała się ich używać. Powrót do ekranu głównego po odpisaniu na wiadomość przyprawił ją o mocne ukłucie w okolicy serca... "Co jest do cholery? Dlaczego mam nieodebrane połączenie z numeru oznaczonego "ŻEGNAJ"?" W jej głowie rozpędziła się karuzela myśli - "Oddzwonić, nie oddzwaniać, udawać, że nie zauważyłam czy poprostu odpisać "Śpię"? Nie, to nie wchodzi w grę, zawsze wyciszam telefon na noc, na pewno o tym pamięta"

Siedząc w samochodzie oparta o zagłówek rozłożonego do tyłu fotela słuchając cicho lecącego radia usłyszała delikatne pukanie w szybę kierowcy, podniosła się i zobaczyła za szybą Mikołaja, barczystego kierowcę, który jeździł z dostawami dla jej restauracji. Otworzyła drzwi, spuściła nogi z deski rozdielczej i z półuśmiechem zwróciła się do Mikołaja na powitanie uderzając wierzchnią stroną dłoni w jego udo. Mikołaj poza tym, że jeździł z dostawami był też jej kolegą z liceum, znali się długie lata i poza oficjalnymi sprawami utrzymywali też bardzo mocny kontakt prywatny.
"Szefowa, co Ty wyprawiasz w tym samochodzie? Wchodź do środka, siądziemy, zrobimy jakąś pauzę i pojadę dalej. Co Ty taka blada?" Wstała z fotela kierowcy gdy podał jej dłoń i opowiedziała o nieodebranym połączeniu, znał historię i sytuację jak to wyglądało z tamtym facetem, co się stało i że nie mieli żadnego kontaktu od ponad czterech lat. Niewiele mógł poradzić, ale swoje zdanie na ten temat wypowiedział - był dobrym i szczerym człowiekiem, ale potrafił też powiedzieć prawdę za którą można by się na niego obrazić. Wiedziała o tym i była na to przygotowana opowiadając mu o tym. To jedno zdanie brzmiało w jej uszach podczas drzemki, którą zrobiła sobie w motelowym pokoju, który zawsze był przygotowany gdy przyjeżdżała. Mikołaj miał jedynie do powiedzenia: "Jeżeli potrafisz najpierw zbadać czy On leci na Twoją kasę czy na Ciebie to oddzwoń, a teraz chodź coś zjeść i i idę kręcić pauzę". Przebudziła się z drzemki 3.40 - telefon informował o kolejnej nieodebranej wiadomości, a wybudzenie ekranu przyniosło kolejne mocniejsze uderzenie serca.

* * * *

"Wiesz... Uwielbiam Cię - jak najlepszą przyjaciółkę i powierniczkę, jeśli mi się nie udało Cię zdobyć w przeszłości a Jego tak bardzo, bardzo chciałaś ale nie mogłaś w tedy mieć to daj sobie chociaż szansę sprawdzić czy teraz jeszcze go naprawdę chcesz. I czy on może chce Ciebie
~ M."
Mikołaj, kiedyś był w niej zakochany, pozwalał się wypłakiwać w ramię i oglądał ckliwe filmy w gorszych dniach, przytulał na powitanie i pożegnanie, był idealny i udawał geja tylko po to żeby nie przeszło jej przez myśl, że on coś do niej. A potem poznał swoją obecną żonę a całe to zakochanie opowiedział jej po latach. Cudowny, tylko czy posłucha jego rady?

* * * *

Stał na balkonie odpalając papierosa. Nie palił, ale wykonanie tego jednego połączenia wzbudziło w nim nieodzowną chęć zaciągnięcia się papierosem. Buch - drapie w gardle, dusi, gryzie, ale daje ulgę, powolne wypuszczenie dymu z płuc daje poczucie spalania się w nim problemów, zdaje się, że problemy ulatują razem z dymem wypuszczanym z ust. Telefon leży na zimnym parapecie za jego plecami, ekran podświetla się pokazując numer telefonu przychodzącego połączenia.

* * * *

Brzmiące w słuchawce sygnały przyspieszają jej serce. Czwarty sygnał, piąty i cisza... Zaległa cisza, pustka, niezmierzony bezmiar - trwała raptem ułamek sekundy nim wypowiedział "Cześć", ale jej serce zdążyło przyspieszyć do 200 przez ten krótki moment. Odpowiedziała ze ściśniętym gardłem "Hej, to Ty?"
Jej umysł po pierwszej wypowiedzianej przez niego głosce poznał już ton i dźwięk tego delikatnie chropowatego, chrypiącego głosu, ale dla upewnienia się dodała to pytanie żeby rozpocząć jakoś rozmowę.
"- Tak, to ja. Myślałem, że zmieniłaś numer telefonu.
- Jak widać nie zmieniłam.
- Tak, wiem. Przepraszam, że dzwoniłem tak późno.
- Nie ma sprawy, dalej nie sypiam zbyt dobrze."
Z półuśmiechem na ustach używała nuty ironii słuchając jego głosu. Chciała usłyszeć lawinę słów z jego ust, chciała się tylu rzeczy dowiedzieć, o tyle rzeczy zapytać, zobaczyć czy się zmienił czy jest nadal taki jak był lub chociaż podobny.
"- Nie obudziłem Cię mam nadzieję.
- Nie, skądże. Robiłam pauzę, jestem w trasie i zaraz ruszam z powrotem na drogę."
Jej głos brzmiał delikatnie ale wyczuł, że jest spięta, jej głos był niższy, bardziej aksamitny, próbowała zachować zimną krew ale przebijała nuta stresu - nie raz słyszał to w głosie swoich pacjentów. Obracając nogami krzesło na którym siedział spojrzał przez taflę szkła na księżyc w pełni błyszczący nad miastem. Znajdował się gdzieś na północnej części nieba.
"-Dokąd to się wybierasz?
- Do stolicy
- Och.
- Coś nie tak?
- Nie, nie. Wszystko w porządku.
- Zabrzmiało to westchnienie troszkę inaczej. Może masz zawał? Boli Cię coś?"
Zaśmiała się delikatnie do słuchawki, Jego westchnienie było przepełnione zdziwieniem i dziwną melancholią.
Jego serce nie wytrzymało tego subtelnego przejawu radości, przyspieszając swój galop do cwału.
"- Poza głową chyba nic.
- To dobrze, to powiesz mi skąd to westchnienie?
- Dasz się zaprosić na kawę? Mieszkam w Warszawie - skoro tu jedziesz to może znajdziesz dla mnie chwilę?"
Hmmm... Tego się bała - prostej propozycji i swojej niepewności, sekundy zastanowienia i szybka myśl - "Powoli".
"- Dzisiaj mam ważne spotkanie, a potem muszę odespać noc za kółkiem, powinnam wieczorem mieć czas. Odezwij się koło 20 to wtedy się dokładnie określę czy mam czas i kiedy, w porządku?
- Tak, okej, ale jeśli wiesz już teraz, że nie będziesz miała czasu albo nie masz ochoty powiedz od razu.
- Odezwij się wieczorem, wsiadam za kółko. Spokojnej nocy."
Zakończyła rozmowę zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć. Serce waliło w piersi niemiłosiernie, po plecach spływała strużka potu pomimo zimnego wiatru na polu. Ze schowka wyciągnęła papierosy, chociaż rzuciła już dawno temu nie mogła sobie dziś odmówić by nie pożyczyć sobie jednego z paczki Andreu, który zawsze miał zapasową w jej samochodzie na wszelki wypadek. Ogień, wciągnięte powietrze, tlący się tytoń, 'klik' na filtrze - miętowy zapach i zimny posmak wdarł się do jej ust z kolejnym buchem.
Ach. Gdzie te czasy kiedy papieros był stałym elementem jej wizerunku.

* * * *
Ze zdziwieniem przyjął do wiadomości fakt, że zakończyła połączenie nim zdążył odpowiedzieć, że zadzwoni. W słuchawce brzmiała cisza w której jeszcze przed minutą słyszał jej głos. Myśli pod wpływem jej słów zerwały się raptownie do lotu i zaczęły kołować w głowie.

"W co ja mam się ubrać, żeby pasować do niej? Gdzie mógłbym się z nią umówić? Czy zadzwonić koło 20 czy później lub wcześniej? Lepiej napisać czy nie pisać? Da się zaprosić na tą kawę czy wolałaby iść na kolację? A może lepiej do kina? Kiedyś uwielbiała chodzić do kina. Może dalej lubi?"
 

 

IV

Na ekranie telefonu pojedynczo wstukiwał doskonale znany numer... dziewięć cyfr, które albo na zawsze każą mu o Niej zapomnieć albo spowodują galop serca po raz drugi w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Nim nacisnął w podpowiedź wyskakującą z telefonu by do Niej zadzwonić odłożył telefon, który po 5 minutach się zablokował - poszedł po szklankę whisky z lodem i cytryną. Pociągnął łyk, przełknął ślinę, poluzował krawat, rozpiął dwa guziki pod szyją w swojej białej koszuli, którą ubrał na dzisiejszą nieudaną randkę z rudowłosą Panią doktor hematolog z podwarszawskiej wioski i kliknął na klawisz blokowania, dotknął ekranu a spod palca wypłynęło powiadomienie o nawiązywanym połączeniu. Nie przejmował się tym, że jest prawie trzecia w nocy - doskonale wiedział, że jeżeli śpi to telefon ma ściszony a jeżeli nie śpi to na pewno odbierze i nie zdziwi jej połączenie przychodzące o tej porze.

W głowie zahuczała myśl "Napewno zmieniła numer!"

Pojawił się sygnał - jeden, drugi, trzeci...

* * * * * *

Mknęła autostradą pokonując kolejne kilometry - od godziny z kawałkiem siedziała za kółkiem. Pomyślała o krótkiej przerwie w zatoczce dla tirów, może nawet godzinkę się zdrzemnie...

Zajechała na parking, zgasiła silnik, telefon przyczepiony w uchwycie na przedniej szybie podświetlił się w momencie gdy zamykała przez lewe ramię pilotem drzwi samochodu. Kierując kroki do toalety na tyłach budynku poczuła przeszywający podmuch wiatru, przypomniała sobie o kurtce leżącej na przednim siedzeniu ale zaniechała powrotu po nią, owinęła ciaśniej chustkę, którą miała na szyi i przyspieszyła kroku.

A we wnętrzu samochodu rozbrzmiewał ten doskonale znany utwór X Ambassadors - Unsteady, który od lat miała na dzwonku. Grał i grał i grał, aż po drugiej stronie włączyła się poczta głosowa. A niedoszły rozmówca zastygł ze szklanką whisky w ręce, oparty o szybę swojego apartamentu z widokiem na śródmieście i spojrzał szklistymi oczami na pojedynczo przesuwające się Alejami Jerozolimskimi samochody.
"Chyba śpi. Czy oddzwoni? Czy ma mój numer? Czy mnie pamięta?"




Na te i inne pytania odpowiedź miała nadejść już niedługo.
 

 

III

Ukradkiem z za swoich kart pacjentów patrzył na jej włosy, twarz, ruchy i strój. Siedziała bokiem do niego z opartymi na podpórkach fotela przedramionami. Kciukiem jednej z dłoni obracała na palcu pierścionek - robiła tak kiedy się denerwowała, pamiętał to z początków znajomości, sama zwróciła kiedyś na to jego uwagę w jednej z rozmów. Opowiadała tamtym facetom o czymś ważnym, miała skupioną minę, kruczoczarne włosy z falowanymi końcówkami oplatały po bokach jej twarz i ramiona opadając swobodnie na plecy okryte materiałem srebrzystoszarej bluzki. Biust unosił się w swobodnym oddechu a czerwone usta pasowały do czerwonych podeszw jej szpilek i dwukolorowej kurtki. Zaplecione jedna na drugą nogi opięte materiałem czarnych spodni były dużo szczuplejsze niż za czasów ich znajomości. Wyglądała dla niego obco, a jednak tak znajomo. W głowie kotłowały się myśli - "podejść, przywitać się, co powiedzieć, przeszkodzić w spotkaniu czy nie? Czy Ona mnie w ogóle pozna? Czy warto zaryzykować? Czy zniknąć i zapomnieć?"

* * *

Spojrzał na zegarek - dobiegała 13.50 - za 25 minut ma kolejnego pacjenta a do gabinetu jeszcze kawałek drogi. Zebrał swoje papiery oraz laptopa i podniósł dłoń na kelnerkę prosząc o rachunek. W pośpiechu przyszła z terminalem płatniczym i wbiła cenę posiłku i kawy. W zamian jak zawsze pod talerzykiem od kawy leżał napiwek. On wyszedł a kelnerka z uśmiechem chuchnęła w pięciozłotówkę od klienta, który od prawie miesiąca przychodził tu dzień w dzień, a przed chwilą wpatrywał się w szefową, która pojawiła się znienacka na spotkanie z zagranicznymi partnerami. Był przystojny w swojej prostocie, z wystającymi brzegami żuchwy, długimi włosami zawiniętymi w pętelkę z tyłu głowy, zarostem na twarzy i w czarnej koszuli, a przed momentem wyglądał jakby trafił go piorun z jasnego nieba, płacąc ręce mu się trzęsły, a oczy miał rozbiegane. Dziewczyna długo zastanawiała się o co chodziło z zachowaniem tego mężczyny, zawsze spokojny i sympatyczny z uśmiechem na ustach rozmawiał z nią podczas płatności a dziś nawet PIN do karty dwa razy pomylił, zbierał rzeczy w pośpiechu i wyszedł z lokalu jak oparzony.

Szefowa onieśmielała wielu mężczyzn, dlatego nawet Pan Andreu podchodził do niej jak do zaawansowanej w latach księżnej lub co najmniej hrabiny. Był francuzem o polskich korzeniach i mieszkał całą młodość we Wrocławiu nim wyjechał do Stanów - poznali się na jednym z kursów biznesu na Florydzie gdzie pracowała jako ratownik medyczny na usługach ogromnej korporacji jeżdżąc z delegatami na wszystkie wyjazdy. Dostrzegł w niej potencjał, zaprosił na jedne ze swoich zajęć, po długich namowach zgodziła się, potem pojawiła się na imprezie po konferencji, poszła z delegatami i szkoleniowcami na dyskotekę i popijawę. Zachwycała wszystkich poczuciem humoru, inteligencją i zuchwałością ale też poczuciem dobrego smaku w dwuznacznych żartach i nienagannym zachowaniem. Nie wspominając już o wyglądzie dla którego 90 % mężczyzn gdyby nie obrączki na palcu i jej stanowcze odmowy w tańcu na przytulanie i całowanie straciłoby głowę bez reszty. Była bombą, która wpadła w świat biznesu nagle a narobiła w światku Warszawskich biznesmenów takiego bałaganu, że mało kto dokonał takich zmian w tak krótkim czasie. Od dwóch lat była właścicielką jednej z najlepiej ocenianych przez krytyków restauracji w mieście stołecznym, poza tym otwierała cztery kolejne lokale na terenie kraju i współpracowała z zagranicą, miała akcje kilku restauracji w stanach i jednej pod samym Paryżem. Wszystkie cenione i chętnie odwiedzane przez smakoszy i krytyków, stoliki niejednokrotnie rezerwowali w tych miejscach prezydenci, pierwsze damy, wysoko postawieni lekarze a także aktorzy i celebryci. Była znana i uwielbiana. Wszystkie oficjalne zadania, reprezentacyjne i negocjacyjne zawsze spadały na jej barki, potrafiła być nieugięta, bezkompromisowa i twarda choć nad wyraz sympatyczna, delikatna i piękna w swojej stanowczości. Sprawy formalne załatwiała długimi spotkaniami przy aromatycznej kawie, zawsze w swoich lokalach i była doskonała w tym co robiła, dlatego pomimo młodego wieku miała szacunek wiele starszego wspólnika Andreu i innych biznesmenów i partnerów z całego świata. Jej nazwisko wywoływało uśmiech ale też dreszcz emocji w tych kręgach.
 

 

II

Gdzieś w telefonie ciągle widniał Jej numer. Dziewięć doskonale znanych mu cyfr i chociażby je usunął to itak zna je na pamięć.
* * *
Kilka tygodni temu będąc w jednej z Warszawskich restauracji na lunchu w przerwie między pacjentami dostrzegł wchodzących do restauracji trzech mężczyzn, pod krawatami i w doskonale skrojonych garniturach. Wyperfumowani ponad miarę tworzyli aurę bogactwa i wyniosłości. Usiedli przy stoliku zamawiając cztery kawy, Kelnerka w uniformie, z szerokim uśmiechem bladoróżowych ust na czarnej tacy przyniosła cztery parujące filiżanki. "Po co im cztery kawy skoro jest ich trzech?" prześlizgnęło się między myślami o historii kolejnego pacjenta, którą przypominał sobie przygotowując się do sesji. Za szybą lokalu na VIP-owskim miejscu z głośnym pomrukiem zaparkował czarny samochód w nadwoziu limuzyny wywołując drżenie całego szkła wewnątrz restauracji. Ze zdziwieniem podniósł wzrok z nad karty pacjenta i wtedy ją zobaczył, stała tyłem wypinając pośladki w stronę lokalu, wyciągała coś z tylnych siedzeń samochodu, w pamięci utkwił mu widok szpilek i zgrabne pośladki opięte materiałem eleganckich czarnych spodni. Gdy się odwróciła dzierżąc w ręce dużą aktówkę i torbę z laptopem oniemiał. Znał ją, znał tą twarz... W pamięci kilka sekund przewijały się obrazy przeżytych imprez, wypite razem piwa, wzniesione do toastu kieliszki wódki, wymienione pocałunki, jej dotyk, smak, zapach który zostawiała po sobie na jego poduszce i pościeli, jej niegdyś krótkie włosy i kilkanaście kilo więcej, na które nigdy nie narzekał. Pamiętał nawet jej oczy o gwałtownie rozszerzających się źrenicach gdy po raz pierwszy przesunął palcami po jej skórze na plecach. Wtedy była piękna choć nieidealna, teraz wyglądała zdumiewająco. Inaczej, ale jednak to wciąż Ona, nie mógł się pomylić, serce w pół taktu zwolniło po czym ruszyło galopem. Tyle o niej myślał, długo po wyjeździe z Polski nie mógł o niej zapomnieć, dopiero po ponad roku przestały pojawiać się natrętne myśli z Nią w roli głównej. Minęło 4 lata. Prawie nie pamiętał, że kiedyś nie chciał związku, nie chciał zobowiązań, nie chciał poświęceń. Od roku poszukiwał szczęścia, miłości, dojrzałej kobiety, wchodził w relacje, które nie wnosiły niczego dobrego, chodził na randki i imprezy żeby odreagować pracę. A teraz jak na złość natknął się właśnie na Nią - serce nie chciało zwolnić, krew dudniła w głowie jakby chciała zalać cały mózg rozrywając ściany tętnic. Odruchowo poluzował zaciśnięty na szyi krawat rozsuwając jego pętlę i nerwowo przełykając ślinę. A Ona weszła do lokalu - z zaplecza wyszedł dostojny starszy mężczyzna, prawdopodobnie był właścicielem tego przybytku, podeszła do niego wyciągając na powitanie zadbaną dłoń a on pochylił się delikatnie unosząc jej dłoń do swoich ust. Wyglądało jakby to Ona była tu ważniejsza niż on, i wtedy właśnie skojarzył fakty - Ms. Young & Mr. Older - tak brzmiała nazwa restauracji, może to Ona jest panną 'Young'? Wyglądali jakby się doskonale znali, ale też darzyli ogromnym szacunkiem, uśmiechali się, ale ich postawy wskazywały na formalne stosunki. Wiedział o tym ponieważ był psychologiem i wciąż kształcił się w tej dziedzinie.
Zakończywszy rozmowę z tamtym mężczyzną podeszła do stolika tych mężczyzn, którzy chwilę wcześniej weszli do lokalu i zamówili cztery kawy, nim zdążyła odwiesić skórzaną czarno-czerwoną kurtkę na stojący w kącie wieszak kelnerka wyjechała z zaplecza czarnym fotelem na kółkach i przystawiła go do stolika przy którym siedzieli tamci, przestawiła na niego aktówkę i torbę z laptopem, pomachała delikatnie na powitanie do właścicielki przedmiotów i odeszła za bar. Kobieta usiadła na fotelu rozkładając laptopa i wyciągając z torby segregator. Dopiero teraz wyciągnęła na powitanie dłoń w stronę mężczyzn, każdy z nich wyglądał na zmieszanego jej obecnością i pewnym siebie zachowaniem, ale elegancko po kolei ucałowali Jej dłoń unosząc z krzeseł swoje cztery litery.
 

 
"Tylu ich znam, tylu rozumiem, ale nie znam już żadnego, który byłby wart więcej niż dobrą znajomość". Tym właśnie akcentem zakończyła swoje rozmyślania na temat mężczyzn. Odpaliła silnik swojej bestii. Jeszcze ostatnie spojrzenie w kalendarz obity jasną skórą - w planie na jutro, a właściwie to już na dziś, bo na zegarze właśnie wybiła 1:30 - spotkanie z Holendrami. Trasa w kierunku stolicy jakieś 300 km do pokonania, czyli niecałe 4 godziny jazdy "Jeśli znowu na autostradzie jakieś debile nie będą robiły szachownicy tirami" przebiegło przez myśl. Musi dotrzeć przed 6 żeby pospać chociaż do 10, wymalować się, zdecydować jak się ubrać i przyoblec szpilki na spotkanie - szykuje się duży kontrakt "Może przynajmniej to wynagrodzi mi to tą całą maskaradę jeżeli go podpiszą". Dwoma szybkimi ruchami wycofała z wąskiego miejsca parkingowego pod klubem i z tradycyjnym piskiem opon i głośnym mruczeniem fury ruszyła w kierunku autostrady. Przed chwilą pożegnała się z kolegami, wyciągnęli ją do klubu na potańczenie, było przyjemnie ale brakowało tej jednej pieprzonej emocji - iskierki. Żaden z tych facetów już tak nie działał jak tamten. Tylko to on wybrał inną drogę, a jej nie było po drodze go zatrzymywać. Może go nie kochała, ale była zauroczona, serce kiedyś przyspieszało, drżało powietrze wydychane z ust gdy się zbliżał i błyszczały jej oczy. A teraz zostało tylko wspomnienie po tamtej dziewczynie. Zamiast młodej studentki jednego z kierunków na podrzędnym uniwersytecie w samochodzie rozsiadała się piękna kobieta o lśniących czarnych włosach, nienagannej sylwetce w dopasowanych bladoniebieskich spodniach i idealnie niebieskiej bluzce z dekoltem w literę V. Na szyi błyszczy srebrny łańcuszek z trzema przywieszkami, na lewej ręce mieni się tarcza smartwatch'a a na prawej pobrzękują jakieś przywieszki od bransoletek. Na siedzeniu pasażera spoczywa skórzana czarno-czerwona ramoneska a pod nią na wycieraczce rzucone niedbale czarne szpilki So Kate od Loubotina. Po tamtej dziewczynie z nadwagą i brzydką cerą zostało jedynie cień wspomnień i kilka wyblakłych zdjęć, które niechętnie się przegląda. Czerwona szminka na ustach nałożona na popołudniowe spotkanie ze wspólnikiem wciąż wyglądała nienagannie - szybkie spojrzenie w lusterko utwierdziło ją w tym przekonaniu, znów postój na światłach. Autostrada już za najbliższym rondem, więc gdy tylko rozbłysło żółte światło czarny Saab z pomrukiem zadowolenia "zwinął asfalt" pod kołami i wystrzelił jak z procy. Długa prosta, rondo, drugi zjazd, ślimak na autostradę i oto rozwija się czarna noc, pełna gwiazd na niebie. Uwielbiała jeździć po nocy, samochód właśnie zaczął nabierać prędkości a myśli znów odpłynęły do czasów kiedy tego wszystkiego nie było. Od czasów bycia pasjonatką, człowiekiem pełnym emocji i głupią smarkulą, minęło raptem 5 lat a zmieniło się tak dużo. Ma 26 lat, własny apartament, wspólnika, firmę, samochód, karnet na basen, siłownię i SPA, trzy szafy ciuchów, setki par butów i puste serce.


A On gdzieś na świecie w innym miejscu, innej sytuacji i w innym towarzystwie tęskni za zapachem Jej skóry. Przez myśl przechodzi pytanie czy zmieniła numer telefonu, nie mógł przestać o niej myśleć od ostatniego spotkania. No może nie spotkania, bo Ona go nie widziała, ale on widział Ją i tyle wystarczyło. Była piękna, nie przypominała dziewczyny, którą żegnał kilka lat temu, ale wciąż była piękna i poruszała się tak jak kiedyś - przeczesywała włosy palcami, zaciskała pięści i miała na twarzy ironiczny uśmiech. Była powierzchownie inna, dojrzalsza, dużo chudsza, miała zapadniętą twarz, mocno pomalowane oczy, czerwone usta, szpilki na nogach, szczupłe ręce i bardzo elegancki strój, ale to była ta sama dziewczyna, która pojawiła się niespodziewanie w jego życiu i namieszała w nim niczym tornado. Kiedyś chodziła w dresach i bluzach, w sportowych butach i z plecakiem, w kolorowych kurtkach i miała krótkie włosy, a teraz wyglądała jak bizneswomen. Czy gdyby zadzwonił miałby jakiekolwiek szanse by odnowić kontakt?
 

 
a co jeżeli naprawdę było mi po prostu wygodnie?
bez zobowiązań i poświęceń, bez odzierania się szczerością rozmów z tych wszystkich złudzeń, bez łez, bez smutku, bez przytulania z litością i współczuciem...
Był tylko uśmiech i zadziorność, pikanteria i prowokacja, prędkość serca przyśpieszającego pod wpływam dotyku na skórze pleców, gorących muśnięć skóry szyi przez Jego usta, gęsia skórka wywołana jego oddechem mieszającym się z moim. Nie było żalu, było może i złudne ale szczęście. Lepsze może takie niż żadne w tym szarym świecie...
 

 
"Jacy będziemy
Jakie wywiesimy flagi nad każdym z naszych miast

Jaki będzie nasz świat
I czy w ogóle będzie nasz
I czy w ogóle będzie świat..." ~ Happysad
 

 
"Ranki zimowe zrobione są ze stali, mają metaliczny posmak i ostre krawędzie. W środę, o siódmej rano, w styczniu, widać, że świat nie został stworzony dla Człowieka, a na pewno nie ku jego wygodzie i przyjemności."
— Olga Tokarczuk
 

 
Plątanie moich palców z Twoimi włosami było narkotykiem uzależniającym bardziej niż Miłość, wzajemność uczuć, romantyzm. Smak Twoich ust był niczym ziarno chili w gorzkiej czekoladzie życia, piekący i kontrastujący z całą otoczką... pozostawiający na języku i wargach mrowienie. Było cudownie głaskać Twój policzek i patrzeć w te bladoniebieskie oczy i usta w kształcie delikatnie falowanej linii. Zarys szczęki i dotyk dłoni zostanie mi po Tobie niczym odbicie faktury materiału pościeli na nie do końca wyschniętym lakierze do paznokci. Zostaniesz wspomnieniem, lub kilkunastoma wspomnieniami. I możliwe, że to jedyne co po Tobie mi zostanie. Nie będę tego pielęgnować, czasem wrócę do tych ognistych chwil z półuśmiechem na ustach i powiem: dobrze, że się zdarzyło, dzięki, że byłeś. Zapamiętałam dotyk skóry, zapach włosów, gorący dotyk na pośladku i namiętne pocałunki. A poza tym chłodne spojrzenie i ułożenie ciała gdy śpisz. Z czasem zostaniesz tylko płatkiem śniegu wirującym w moich myślach. Może to się wcale nie zdarzyło... Twoja granatowa koszula była tylko ćmą lgnącą do światła i z trzaskiem płonącą w płomieniu świecy. Pssst! poszło z dymem...
 

 
"Bo jak powiedzieć, że już za późno i jednocześnie za wcześnie? Że nie pozwalał mi żyć, ponieważ go nie było, a teraz mnie zabija, bo jest?"
Ignacy Karpowicz "Sońka"
 

 

"to już tyle lat niosę cały świat dla Ciebie..."

'niech miłości płonie stos...'
 

 
W życiu zawodowym liczy się dla mnie pierwsza, a w prywatnym druga.

Jeśli ktoś mnie chce mieć przy sobie w jakiejkolwiek prywatnej znajomości dlatego, bo mnie potrzebuje to wcześniej czy później na pewno mnie straci. Nie będzie lekko. Ja nie miałam lekko nigdy i nauczyłam się doceniać ludzi i chcieć ich mimo wszystko i sama chyba też zasługuję na to żeby mnie chcieć a nie tylko potrzebować.

Grunt to sobie nie wmawiać, że się na coś nie zasługuje.
 

 
https://youtu.be/VnYPkoKjuhA
"Bierze iphona więc, do koleżanki wnet
dzwoni pożalić się o tej strasznej nocy, eh.
Tak gada, gada, jak na gadu-gadu,
jakaś mała rada, rada doprowadzić miała ją do ładu-składu.
I stało się, chcesz rady? No to zgoda. Koleżanka krzyczy cztery słowa:
Olej to! Jesteś młoda! Kac moralny? Przecież to tylko vixa..."
 

 
"Mam ochotę się wtulić, tak z całej siły, w kogoś, komu mogę zaufać (…) Chciałabym pozostać w tej pozycji wiele, wiele godzin, aż spłynie ze mnie cały gniew, bunt, cały ten cholerny, wielotonowy smutek."
 

 
Kto wie... Tylko czas pokaże.

Może i piękna... Ale w środku bestia.
 

 
Gorące objęcia, ciepły oddech, zachłanne usta, rozbiegane dłonie, silne ramiona i mnóstwo tęsknoty... Niespodziewane sytuacje w życu są najlepsze.